Peru cz.2 - Cuzco i Arequipa

Po powrocie do Cuzco zdecydowaliśmy się zrobić dzień wolny, aby się zregenerować po intensywnym czasie spędzonym na Machu Picchu. Dzień ten poświęciliśmy na zwiedzanie Cuzco. Cuzco to dawna stolica imperium Inków. W samym mieście oraz okolicach znajduje się wiele ruin i zabytków z czasów Inków.

Mieliśmy w planie wycieczkę objazdową do Sacred Valley, Pisac i Ollantaytambo, ale ze względu na przeziębienie i lekki przesyt ruinami, odpuściliśmy sobie. Opowiedzieliśmy naszym gospodarzom — Rene i jego dziewczynie — o naszych zaręczynach i zaproponowali wspólną kolację. Zrobiliśmy zakupy, a następnie dziewczyna Rene przyrządziła pyszną kolację ze świecami i winem. Mimo bariery językowej wieczór spędziliśmy w bardzo przyjemnej atmosferze. Był to bardzo miły gest z ich strony.















Następnego dnia wstaliśmy o 3:30 rano, bo czekała nas kolejna przygoda. Chwilę po 4 rano siedzieliśmy już w busie, który zawieźć miał nas na początek trekkingu na pierwszy w naszym życiu pięciotysięcznik. Jedziemy na Rainbow Mountain!! Pogoda nie wróżyła zbyt dobrze, gdyż padał intensywny deszcz. Po 3 godzinach drogi krajobraz diametralnie uległ zmianie. Ostatni odcinek busem pokonaliśmy szutrową drogą otoczoną pięknym, górzystym krajobrazem. Deszcz ustąpił, a pochmurne niebo zaczęło się przejaśniać. Byliśmy pełni nadziei, że pogoda będzie tego dnia naszym sprzymierzeńcem. W końcu dojechaliśmy na miejsce! Przed nami „ostatnia prosta” — 1 godzina i 40 minut trekkingu na abstrakcyjnej dla nas wysokości 4500 m n.p.m. Nie ukrywam, nie była to najprzyjemniejsza rzecz, jaką w życiu robiłem. Rozrzedzone powietrze na tej wysokości dało nam w kość, ale po niespełna półtorej godziny zameldowaliśmy się na szczycie Montana Winikunka 5034 m n.p.m. Dookoła przepiękne widoki, śnieżne szczyty łagodnie przechodzące w soczyste zielone doliny. A góry tęczowe? Faktycznie były, ciekawy widok, ale jak dla nas niezbyt powalający. Po wyretuszowanych zdjęciach w każdym z biur turystycznych mieliśmy większe oczekiwania. Sam wyjazd był dla nas niesamowity, góry przecudowne, satysfakcja zdobycia pięciotysięcznika ogromna, widoki piękne. Było trochę zimno, ale zdecydowanie warto! Późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu na zasłużony odpoczynek po kolejnym, aktywnym dniu.
























W Cuzco i okolicach spędziliśmy w sumie tydzień. Najwyższy czas ruszać dalej. Nocnym autobusem udaliśmy się do Arequipy. Tym samym przeprawiliśmy się po raz ostatni przez Andy i pożegnaliśmy się z dużymi wysokościami. Arequipa leży już na wysokości zaledwie 2500 m n.p.m. Spędziliśmy tutaj tylko 2 dni, bo szczerze mówiąc, nie ma co tu robić. Jest jakiś słynny klasztor, ale wjazd 40 soli skutecznie nas zniechęcił do odwiedzin. W niedalekiej odległości od Arequipy znajduje się ciekawie zapowiadający się Colca Canyon, drugi najgłębszy kanion na świecie, gdzie dodatkową atrakcją jest obserwacja kondorów. Jednak cena za odwiedzenie kanionu jest absurdalnie wysoka, więc również odpuściliśmy tę atrakcję. W Arequipie najbardziej jaraliśmy się lokalnym targiem, gdzie próbowaliśmy lokalnych przysmaków, a także kupowaliśmy najlepsze mango na świecie! Zapomniałem wspomnieć, że odkąd wjechaliśmy do Peru, uzależniliśmy się od mango do tego stopnia, że jak nie zjemy dziennie kilku mango, to dzień z automatu uznajemy za stracony.
















Jak widać, po ponad miesiącu intensywnego podróżowania po Ameryce Południowej i zobaczeniu wielu pięknych miejsc, trochę zrobiliśmy się wybredni. Czujemy, że nasza podróż zbliża się wielkimi krokami do końca, z drugiej strony jesteśmy już trochę zmęczeni. Ale spokojnie, mamy jeszcze dwie perełki na koniec. O tym już w kolejnym poście.


Wróć do: Peru cz.1 - Machu Picchu
Czytaj dalej: Peru cz.3 - Huacachina i Lima

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Islandia

Kenia

Turcja

Teneryfa, Hiszpania

Mołdawia + Naddniestrze