Singapur
Za nami bardzo intensywne 3 dni w Singapurze. Nie sposób było się tam nudzić, bo kraj ten ma sporo do zaoferowania. Singapur to jeden z najbogatszych krajów na świecie, a bogactwo i przepych widać tam niemal na każdym kroku. Już chyba nie mają na co wydawać kasy, więc tworzą sobie nowe wyspy na morzu, żeby mieć gdzie budować kolejne luksusowe hotele. 😉
Zatrzymaliśmy się na couchsurfingu bardzo blisko centrum Singapuru. Nasz host okazał się mega sympatycznym chłopakiem z Indii. Zaraz po zakwaterowaniu się, nasz host zabrał nas do centrum miasta, gdzie tego dnia odbywał się specjalny pokaz światła na słynnym Marina Bay Sands.
Singapur słynie z bardzo restrykcyjnych przepisów i wysokich kar finansowych za drobne wykroczenia. Dla przykładu $1000 mandatu grozi za żucie gumy, palenie papierosów czy śmiecenie, a zaledwie $500 za jedzenie lub picie w środkach transportu. Da się zauważyć, że Singapur jest bardzo czystym miastem i zupełnie nie wpisuje się w azjatyckie standardy.
Do najciekawszych atrakcji miasta należą: słynny hotel Marina Bay Sands, piękne ogrody Gardens by the Bay, sztuczna wyspa Sentosa, na której znajduje się Universal Studios, S.E.A. Aquarium i wiele innych. My odpuściliśmy wszystkie płatne atrakcje, bo tych darmowych było wystarczająco dużo, żeby zapełnić nasz plan po brzegi.
Singapur zrobił na mnie ogromne wrażenie i trochę przypominał mi Sydney. W każdej atrakcji doszukiwałem się australijskiego odpowiednika i według mnie miasta te są do siebie bardzo podobne. Jedynym minusem Singapuru jest klimat. Państwo to leży zaledwie 137 km od równika i jest bardzo wilgotno. W tym aspekcie Sydney zdecydowanie wygrywa. 🙂
Pożegnaliśmy się już z Singapurem. Jesteśmy z powrotem w Malezji, na lotnisku w Johor Bahru, skąd jutro rano mamy samolot do Wietnamu. Przed nami kolejny kraj i kolejne przygody. 🙂
|
| Wróć do: Malezja |
|
| Czytaj dalej: Wietnam część 1 |
































Komentarze
Prześlij komentarz