Mołdawia + Naddniestrze

Za mną kolejny już w tym roku city break. Tym razem wybrałem się na męski wypad do Mołdawii i Naddniestrza. Pojechaliśmy w sześcioosobowym składzie: ja, Wolczi, Ćwiku, Adrian, Łukasz i Damian. Spędziliśmy dwa dni w Kiszyniowie i jeden w Tyraspolu. Zapraszam na relację 😉.

Do Kiszyniowa przylecieliśmy w sobotę wczesnym rankiem. Pogoda niczym nie różniła się od tej w Polsce: deszcz i jakieś 10 stopni. Szału nie ma, ale trzeba zwiedzać 😉. Wsiedliśmy w lokalny autobus i za 6 lejów (~1,30 zł) dojechaliśmy do centrum. W końcu mogliśmy zacząć zwiedzanie tego jakże pięknego miasta. Żartuję. Mołdawia to najbiedniejszy kraj Europy i kraj, który odwiedza najmniejsza liczba turystów (podobno rocznie tylko 11 tys.). Kiszyniów nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Jego największe atrakcje to Central Market — czyli zwykły bazar, oraz kilka pomników. Przypadkowo się złożyło, że przyjechaliśmy do Mołdawii akurat na National Wine Day — coroczne święto wina, na które zjeżdżają się wszystkie winnice w Mołdawii. Tu warto zaznaczyć, że jedyna rzecz, z której słynie Mołdawia, to właśnie wino i winnice. A te naprawdę robią wrażenie. W okolicy Kiszyniowa jest ich kilka i nam udało się załapać na tour po jednej z nich, ale o tym później. Tak więc, w drodze do hostelu, przeszliśmy przez ten Central Market, ale kompletnie nie zrobił na nas wrażenia. Poszliśmy na śniadanie do La Placinte, a następnie zakwaterowaliśmy się do Hostel City Center. Następnie poszliśmy na zakupy, kupiliśmy Kvint — lokalny koniak i zaczęliśmy się aklimatyzować. Mówi się, że Mołdawii nie da się zwiedzać na trzeźwo, i chyba muszę się z tym zgodzić 😃. Następnie poszliśmy na ten festiwal wina. Nic tam jednak nie było ciekawego, poza degustacją wina, która średnio nas interesowała. Na koniec dnia poszliśmy na imprezę do jakiegoś klubu, ale szału nie było.



W niedzielę pogoda była już dużo lepsza, więc po mega śniadanku w Odelle, ruszyliśmy na dworzec autobusowy. Tam wsiedliśmy w marszrutkę i ruszyliśmy na dwugodzinną podróż do Tyraspola, największego miasta Naddniestrza. Naddniestrzańska Republika Mołdawska to państwo nieuznawane przez żaden kraj na świecie. Sytuacja między Mołdawią i Naddniestrzem jest napięta i trochę obawialiśmy się tam jechać, jednak po kilku pozytywnych opiniach zdecydowaliśmy się na zwiedzanie tego postsowieckiego skansenu. W Tyraspolu można było poczuć się trochę jak w PRL-u. Jedynie nowsze samochody i niektóre nowoczesne budynki zaburzały ten obraz. Zwiedzanie zaczęliśmy od pomnika Lenina. Następnie poszliśmy wymienić pieniądze. Trafiliśmy do banku, gdzie mieliśmy fajną interakcję z ochroniarzem. Mając już pieniądze, mogliśmy w końcu iść na obiad. Trafiliśmy do knajpy „Back to the USSR” i tam już zupełnie cofnęliśmy się w czasie o jakieś 30 lat. Knajpa zrobiła na nas duże wrażenie, podobnie jak kelnerka Anastazja 😄. Czas w knajpie trochę nam się przedłużył, ale jedzonko było bardzo dobre. Po wyjściu, mieliśmy już niewiele czasu, więc poszliśmy zobaczyć jeszcze jeden pomnik Lenina i ruszyliśmy z powrotem na dworzec. Ruszyliśmy w podróż powrotną do Kiszyniowa. Udało się przekroczyć granicę bez problemów, więc mogliśmy odetchnąć z ulgą. Mimo że był to krótki pobyt, to Naddniestrze zrobiło na nas dużo lepsze wrażenie niż Kiszyniów.














Poniedziałek to ostatni dzień naszej przygody. Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną tylko jedną atrakcję — wycieczkę po winnicy Cricova. Tour mieliśmy zabukowany na 15, więc rano na spokojnie zjedliśmy śniadanie i poszwendaliśmy się po mieście. Winnica Cricova znajduje się w mieście o tej samej nazwie i położona jest 15 km od Kiszyniowa. Jest to druga największa winnica w Mołdawii. Posiada imponującą sieć podziemnych tuneli o łącznej długości ponad 120 km i głębokości od 50 do 100 metrów. A wszystko po to, aby zapewnić idealne warunki do leżakowania wina. W tylko tej winnicy znajduje się 20 milionów litrów wina. Nasz tour trwał 1,5 godziny, podczas którego przemieszczaliśmy się meleksem po tunelach oraz zwiedziliśmy kilka punktów. Na koniec udaliśmy się na degustację wina. Tour był bardzo ciekawy i zrobił na nas wrażenie. Po zakończeniu, wróciliśmy do Kiszyniowa, zabraliśmy plecaki z hostelu i ruszyliśmy na lotnisko. Tak zakończyła się nasza przygoda w Mołdawii.

















Mimo że Mołdawia szału nie robi, to jest kilka ciekawych miejsc, które warto odwiedzić. A z fajną ekipą tym bardziej było ciekawie. Była to fajna odmiana — taki męski wyjazd i chętnie to kiedyś powtórzymy. Pozdro chłopaki 😉.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Islandia

Kenia

Turcja

Teneryfa, Hiszpania