Teneryfa, Hiszpania

2025 rok rozpoczęliśmy od rodzinnego wyjazdu na Teneryfę. Razem z nami zabrali się Aga, Grzechu i Mati i mieliśmy fajną, 6-osobową ekipę. Plan był dość intensywny, bo Teneryfa ma sporo do zaoferowania, a mieliśmy tylko tydzień (14–21.01.2025).

Na bazę wypadową wybraliśmy resort Royal Tenerife Country Club z polem golfowym, nieopodal lotniska. Natomiast naszym środkiem transportu była 7-osobowa Skoda Kodiaq z wypożyczalni Top Cars. Pierwszego dnia przylecieliśmy dość późno, więc po ogarnięciu spraw organizacyjnych i zrobieniu zakupów w Lidlu, nie mieliśmy już siły jechać na miasto.



Następnego dnia od rana ruszyliśmy na zwiedzanie trójmiasta Costa Adeje — Las Americas — Los Cristianos. Miał to być lajtowy dzień na rozruch, jakiś spacerek po promenadzie, chwila na plaży, a zeszło nam cały dzień. Trójmiasto jest chyba najbardziej turystyczną częścią Teneryfy, ale ma też swój klimat i nam się bardzo podobało.







Kolejny dzień zapowiadał się bardzo ciekawie. Wybraliśmy się do Puerto de la Cruz na północy wyspy, gdzie znajduje się jeden z najlepszych parków zoologicznych na świecie — Loro Park. Park ten słynie z pokazów zwierząt. Są 4 pokazy: orek, delfinów, lwów morskich oraz papug. Oprócz tego jest wiele ciekawych zwierząt, takich jak pingwiny, meduzy, goryle, tygrysy itp. Jest też bardzo fajne akwarium z tunelem. Ogólnie Loro Park robi wrażenie. Spędziliśmy tam cały dzień, od otwarcia o 9:30 do zamknięcia o 17:30. Na koniec dnia podjechaliśmy na chwilę do Puerto de la Cruz, aby choć liznąć to miasto. Bardzo spodobał nam się klimat miasta i żałowaliśmy, że spędziliśmy tam tak mało czasu.

























Kolejny dzień to kolejne atrakcje. Ruszyliśmy do Parku Narodowego Teide. Dojechaliśmy na płaskowyż i z różnych punktów widokowych podziwialiśmy księżycowy krajobraz i górujący nad nim wulkan, najwyższy szczyt Hiszpanii — Teide. Teide ma 3718 metrów, a my wyjechaliśmy na ok. 2200 m. Po przejechaniu prawie całej drogi przez płaskowyż skierowaliśmy się na jeszcze jedną atrakcję — Masca. Jest to skansen odizolowany od reszty wyspy bardzo krętą i wąską drogą. Samo przejechanie tej drogi było już niemałą atrakcją. Na miejscu zobaczyliśmy bardzo klimatyczne miasteczko otoczone górami. Niestety byliśmy tuż po 17 i wszystko już się zamykało. Poza tym na parkingu ktoś włamał nam się do auta i ukradł mi €330 z plecaka. Ewidentnie nie mieliśmy szczęścia pod koniec tego dnia.
















Następnego dnia pojechaliśmy do Los Gigantes. Tam większość dnia spędziliśmy na czarnej plaży Playa de los Guíos. Tzn. rodzinka spędziła, bo ja wybrałem się na dwugodzinny rejs po oceanie w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. Udało nam się wypatrzeć rodzinkę wielorybów pilotów i mogliśmy je obserwować z kilkunastu metrów. Było to fajne doświadczenie.










Po kilku intensywnych dniach w końcu przyszedł czas na odpoczynek. Całą niedzielę spędziliśmy w resorcie, chillując na basenach. Dopiero wieczorem wybraliśmy się do Los Cristianos na spacer i kolację.






Kolejnego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie wschodniej części wyspy. Zaczęliśmy od stolicy — Santa Cruz de Tenerife. Tam chwilę pochodziliśmy po mieście, ale w ogóle nie zrobiło na nas wrażenia. Ruszyliśmy więc dalej, na podobno najpiękniejszą plażę na wyspie — Playa de las Teresitas. Jest tam złocisty piasek, który został przywieziony z Sahary. Tego dnia niebo było jednak zachmurzone i plaża nie zrobiła na nas takiego wrażenia. Dzieci jednak świetnie się bawiły. Po kilku godzinach i wątpliwościach, czy w ogóle warto tam jechać, ostatecznie wybraliśmy się do lasów deszczowych Anaga. Był to jednak strzał w dziesiątkę. Już sama droga, bardzo stroma i kręta oraz piękne widoki dookoła, zrobiły na nas duże wrażenie. Dojechaliśmy na północne wybrzeże, do miejscowości Roque de las Bodegas. Zostaliśmy tam tylko chwilę, bo Natalka spała i chcieliśmy, aby przespała jak najwięcej tej drogi, bo ciężko ją zniosła. Miasteczko bardzo nam się jednak spodobało. Ruszyliśmy dalej, do samego serca Anaga. Przejazd przez te lasy był niesamowity. Zatrzymaliśmy się jeszcze na krótki spacer po szlaku w okolicy Casa Forestal de Taganana. Nigdy wcześniej nie byłem w takim miejscu. Każdy był pod ogromnym wrażeniem.















To była ostatnia atrakcja w naszym planie zwiedzania wyspy. Ostatni dzień to już powrót do Polski. Poranek przywitał nas pierwszym deszczem podczas naszego pobytu. Posiedzieliśmy więc w resorcie i przed 15 ruszyliśmy na lotnisko. Tak zakończyła się nasza przygoda z Teneryfą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Islandia

Kenia

Turcja

Mołdawia + Naddniestrze