Bałkany 2024

Bałkany od zawsze były na liście moich celów podróżniczych w kategorii „road tripów”. Chyba nie ma lepszej opcji zwiedzania tej części Europy niż własnym samochodem. Korzystając z okazji, że mieliśmy chwilę wolnego od remontu, postanowiliśmy to wykorzystać i ruszyliśmy na Bałkany trip 2024 😊. Była to też dobra okazja, żeby podbić licznik odwiedzonych krajów. W dwa tygodnie odwiedziłem 5, a Marta 6 nowych krajów.

W drogę wyruszyliśmy w piątek wieczorem, a naszym celem było Sarajewo w Bośni i Hercegowinie. Podróż minęła bardzo sprawnie i w Sarajewie zameldowaliśmy się ok. 16:00 następnego dnia. Zatrzymaliśmy się u przesympatycznej pary Niny i Faruka, którzy przyjęli nas bardzo ciepło. Po zameldowaniu ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Nie mieliśmy dużo czasu, bo tylko pół dnia, ale myślę, że w zupełności to wystarczy, bo miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Przeszliśmy się po centrum miasta, a następnie poszliśmy na spacer wzdłuż rzeki, gdzie znajdują się fajne knajpki. Po kolacji w jednej z nich wróciliśmy do naszego lokum, gdzie wieczór spędziliśmy na rozmowach z naszymi hostami.





Następnego dnia ruszyliśmy dalej w drogę, do Mostaru. Mostar zrobił na nas dużo większe wrażenie niż Sarajewo. Jest pięknie położony i ma bardzo fajny klimat. Największą atrakcją Mostaru jest Stary Most, z którego śmiałkowie skaczą do wody. Z racji tego, że w tym czasie było 40 stopni, my najchętniej spędzaliśmy czas nad rzeką, gdzie było znacznie chłodniej. Będąc w Mostarze odezwali się do nas znajomi, którzy byli tam w tym samym czasie. Umówiliśmy się więc na wspólne zwiedzanie następnego dnia.








Rano ruszyliśmy w stronę miejscowości Blagaj, aby zobaczyć bardzo fajne wodospady. Następnie ruszyliśmy do Pocitelj na szybkie zwiedzanie zamku z fajnym widokiem na okolice. Kolejnym punktem było Medżugorie, święte miejsce, gdzie podobno objawiła się Maryja. Dzień skończyliśmy na wodospadach Kravica, gdzie zatrzymaliśmy się na kempingu nad rzeką. Po dotarciu na camping wskoczyliśmy do zimnej rzeki, aby się zrelaksować po intensywnym dniu. Ciekawe było to, że na kemping wjechaliśmy bez płacenia za wjazd do parku, przez co mieliśmy wodospady za free. Zapłaciliśmy jedynie za kemping jakieś grosze.





Ten kemping to był strzał w dziesiątkę. Następny dzień od rana spędziliśmy na wodospadach, gdy nie było jeszcze dużo ludzi i można było swobodnie popływać. Po południu zrobiło się już tłoczno, więc spakowaliśmy mandżur i ruszyliśmy dalej w drogę. Ostatnim punktem w Bośni i Hercegowinie było małe miasteczko Ivanica. Była to nasza noclegownia w okolicy Dubrownika na Chorwacji. Wybraliśmy się na zachód słońca na wzgórze w okolicy Dubrownika, skąd rozciągał się przepiękny widok na to historyczne miasto. Po zmroku zjechaliśmy do samego miasta, aby pospacerować po Stari Grad, czyli najstarszej, ufortyfikowanej części Dubrownika. Jest to mega fancy miejscówka, z mnóstwem knajpek i restauracji wkomponowanych w wysokie mury. Robi to wrażenie, szczególnie nocą, jednak ilość turystów i mega wysokie ceny sprawiły, że bez żalu opuszczaliśmy Dubrownik po zaledwie kilku godzinach zwiedzania.





Przyszedł czas na Czarnogórę. Pierwszym punktem na naszej trasie była zatoka kotorska. Objechaliśmy część zatoki, następnie przeprawiliśmy się promem i zatrzymaliśmy się w miejscowości Tivat. Wybraliśmy się na plażowanie na bardzo fajną plażę Plavi Horizonti. Odwiedziliśmy też kilka punktów widokowych oraz sam Kotor. Generalnie zatoka kotorska jest bardzo ładna, ale ogromne korki skutecznie zniechęciły nas do tej okolicy i również bez żalu ruszyliśmy dalej.












Kolejnym celem była nadmorska miejscowość Sveti Stefan. To również bardzo turystyczna miejscowość, jednak bliskość fajnej plaży sprawiała, że czuliśmy się tam bardzo dobrze.








Kontynuowaliśmy podróż wzdłuż wybrzeża Adriatyku i dojechaliśmy do małej wioski Buliarica. Zatrzymaliśmy się tam w klimatycznym resorcie z basenem, prowadzonym przez Polaka. Na miejscu okazało się, że gośćmi są prawie sami Polacy. Szybko zakumplowaliśmy się z ekipą i spędziliśmy tam w sumie 3 dni. W końcu było trochę spokoju, a nie ciągła tułaczka. Natalka poznała koleżankę Blankę, której nie odstępowała na krok. W końcu Natalka miała coś dla siebie z tego wyjazdu. Czas minął nam na chillowaniu, drinkowaniu z ekipą i zwiedzaniu okolicznych plaż.


Po trzech dniach ruszyliśmy dalej, w kierunku jeziora szkoderskiego. Tego dnia pogoda jednak nie dopisała i lał intensywny deszcz. Dojechaliśmy do Virpazar, skąd ruszają rejsy po jeziorze, jednak w taką pogodę byłaby to wątpliwa przyjemność, więc odpuściliśmy. Tym samym żegnaliśmy się z Czarnogórą.

Następny kraj na naszej trasie to Albania. Dojechaliśmy do małej miejscowości Shiroke, niedaleko Szkodry. Nie chcieliśmy zatrzymywać się w Szkodrze, bo słyszeliśmy słabe opinie na jej temat. Była to dobra decyzja, bo Shiroke okazała się bardzo klimatyczna i fajnie spędziliśmy tam czas.


Następnie ruszyliśmy do Durres. Zatrzymaliśmy się w części resortowej o nazwie Golem. Ogólnie Durres jest spoko, taka trochę Bułgaria. Jest tanio i można dobrze zjeść. Natomiast mega minus tej miejscowości to plaża, która w całości zastawiona jest leżakami i dosłownie nie ma gdzie rozłożyć ręcznika. A leżaki są oczywiście płatne. My jednak na patencie ogarnęliśmy sobie leżaki w pierwszym rzędzie za free i było spoko.


Po krótkiej przygodzie w Albanii ruszyliśmy do kolejnego kraju — Macedonii Północnej. Zatrzymaliśmy się nad jeziorem ochrydzkim, w miejscowości Ochryda. Nie wiedzieliśmy za bardzo czego się tam spodziewać i muszę przyznać, że Ochryda nas oczarowała. Jest to bardzo klimatyczna miejscowość z pięknymi punktami widokowymi i fajnymi knajpkami nad jeziorem.








Kolejny punkt na trasie to Kanion Matka. Popłynęliśmy tam na rejs po rzece otoczonej ogromnymi skalnymi ścianami. Kanion zrobił na nas duże wrażenie.



Wieczorem odwiedziliśmy jeszcze stolicę Skopje, gdzie przespacerowaliśmy się po centrum miasta. Po powrocie do auta ruszyliśmy w całonocną podróż na północ. Przejechaliśmy przez Serbię, gdzie zatrzymaliśmy się na dwugodzinny spacer nocą po Belgradzie, a następnie ruszyliśmy na Węgry. Korzystając z okazji postanowiliśmy zatrzymać się na jeden dzień nad Balatonem. Muszę przyznać, że Balaton zrobił jednak na nas bardzo kiepskie wrażenie i z pewnością już tam nie wrócimy.











Następnego dnia ruszyliśmy już do domu. Zatrzymaliśmy się jeszcze w Budapeszcie na kilkugodzinne zwiedzanie miasta. Budapeszt jest spoko, warto było się tam zatrzymać, jednak zmęczeni już trochę tą podróżą z przyjemnością wracaliśmy do domu. W ten sposób prawie trzytygodniowa podróż po Bałkanach dobiegła końca.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Islandia

Kenia

Turcja

Teneryfa, Hiszpania

Mołdawia + Naddniestrze