Kopenhaga, Dania
Tegoroczną majówkę postanowiliśmy spędzić trochę nietypowo. Wybraliśmy się na city break do Kopenhagi. Spędziliśmy tam trzy dni, zwiedzając najciekawsze miejsca w stolicy Danii.
Zazwyczaj unikamy wyjazdów w okresach szczytowych. Tym razem, trochę na spontanie zabukowaliśmy bilety właśnie na majówkę. Pierwszy zonk był jeszcze przed wyjazdem, gdy dzień przed wylotem chciałem zabukować parking na Balicach. Okazało się, że na kilkudziesięciu parkingach w okolicy lotniska nie ma ani jednego miejsca. Musieliśmy więc zmienić plany i na lotnisko pojechać autobusem.
Wylecieliśmy w piątek wieczorem, a wróciliśmy w poniedziałek wieczorem. Mieliśmy więc pełne trzy dni na zwiedzanie Kopenhagi. Pierwszy dzień, sobotę, rozpoczęliśmy od śniadania w hotelu, a następnie poszliśmy na metro, aby udać się do centrum miasta. Metro jest super zorganizowane i w pełni zautomatyzowane. To oznacza, że nie ma w nim maszynistów i pierwszy rząd jest dostępny dla pasażerów. Natalka miała niezłą frajdę z jazdy w pierwszym rzędzie i udawania maszynisty 😀. W Kopenhadze są cztery linie metra, do tego pociągi podmiejskie, więc wszędzie można dojechać bez korków. Poza tym, bardzo popularne są rowery, co dodatkowo odciąża drogi i minimalizuje korki.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w dzielnicy Christiania. Znajduje się tam hipisowska enklawa o tej samej nazwie. Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem i bardzo nam się spodobało. Spacerując dalej po dzielnicy doszliśmy do Opery Narodowej. Następnie przeszliśmy do Nyhavn, najbardziej turystycznej części Kopenhagi. Nyhavn to kanał i ulica w centrum miasta, wzdłuż którego wznoszą się stare kamienice pomalowane w charakterystyczne, jaskrawe kolory. Spacerując dalej po mieście dotarliśmy pod pomnik Małej Syrenki z baśni Andersena. Hans Christian Andersen to znany duński pisarz i poeta, który większą część życia mieszkał i tworzył w Kopenhadze. W Nyhavn jest nawet tablica z informacją gdzie mieszkał oraz zmarł. Ostatnią atrakcją tego dnia była twierdza Kastellet. W drodze na metro zobaczyliśmy jeszcze Marble Church.
Pierwszego dnia zobaczyliśmy większość atrakcji Kopenhagi, więc w niedzielę postanowiliśmy pozwiedzać miasto z innej perspektywy. A żeby zrobić to tanio, postanowiliśmy popływać miejskim tramwajem wodnym, na tym samym bilecie, na którym przyjechaliśmy do centrum. Popływaliśmy tak ponad godzinę, a następnie na spontanie stwierdziliśmy, że przejdziemy się do spalarni odpadów. Nie jest to jednak zwyczajna spalarnia. CopenHill, to spalarnia, na dachu której zrobiono stok narciarski, a na jednej z fasad — ściankę wspinaczkową wysoką na 70 metrów. Bardzo ciekawe wykorzystanie przestrzeni. Następnie ruszyliśmy znów w kierunku centrum miasta i poszliśmy do King's Garden, gdzie spędziliśmy resztę dnia, odpoczywając w bardzo ładnych ogrodach.
Poniedziałek postanowiliśmy spędzić w trochę inny sposób. Wypożyczyliśmy tzw. cargo bike, czyli rower z wielkim koszem z przodu. Do tego kosza wsiadła Marta z Natalką i przez pół dnia woziłem je po mieście jak typowy riksiarz 😂. Była to bardzo fajna przygoda. Przejechaliśmy ponad 15 km, zwiedzając miejsca, które wcześniej nie były nam po drodze. O 17 oddaliśmy rower i ruszyliśmy na lotnisko. Tak minęła nam krótka, ale bardzo przyjemna wizyta w Kopenhadze.
Podsumowując, Kopenhaga sama w sobie nie jest jakaś super atrakcyjna. Ma kilka popularnych miejsc turystycznych, ale nie jest to nic nadzwyczajnego. Natomiast klimat miasta jest bardzo fajny, jest czysto i bezpiecznie. Wrażenie robią ścieżki rowerowe, które są wszędzie, jest mnóstwo rowerzystów i na drodze panuje pełna kulturka. Ogólnie na plus, ale bez efektu WOW 😏.






























Komentarze
Prześlij komentarz