Fort McMurray cz.1
No i dolecieliśmy w końcu do punktu docelowego, krainy ropą płynącej — Fort McMurray. Widok z okna samolotu był niezwykle przygnębiający: zero zieleni, zamarznięte jeziora, szaro, buro. Gdy wysiedliśmy z samolotu humor trochę się poprawił, bo Fort przywitał nas temperaturą ok 8°C, co było dla nas małym zaskoczeniem, gdyż spodziewaliśmy się mrozu. Na pogodę więc nie mogliśmy narzekać. Teraz trzeba było dostać się jakoś do centrum. Z lotniska do "downtown" dzieliło nas ok 15 km, a jedynym środkiem transportu była taxi.
Przyjemność taka kosztowała jednak 50 dolców, zacząłem więc pytać ludzi czy jest jakaś inna opcja. Pytając pewną panią, usłyszał mnie starszy pan i zapytał, gdzie chcę jechać, po czym sam zaoferował, że podwiezie całą naszą trójkę za free. Od samego początku mieliśmy więc farta. Po ok 30 min dotarliśmy pod dom couchsurferów, u których mieliśmy spędzić następne kilka dni. Nie zastaliśmy ich jednak w domu, więc zostawiliśmy bagaże u sąsiada, a ten podwiózł nas do centrum. Później mieliśmy jeszcze kilka razy sporo szczęścia, połączonego z niezwykłą uprzejmością ludzi. Poznaliśmy też w końcu Pawła i Kasię, z którymi nawiązaliśmy kontakt na długo przed przyjazdem. Są to niezwykle mili i pomocni ludzie, z którymi z pewnością nawiążemy dłuższą znajomość. Wieczorem wróciliśmy do domu naszych hostów, Helen i Barry'ego, starszego małżeństwa, którzy bardzo miło nas przywitali i pokazali nasze lokum. Okazało się, że mamy do dyspozycji całą piwnicę, świetnie urządzoną, składającą się z 2 pokoi, łazienki i pralni. Wieczór upłynął na wspólnej rozmowie i poznawaniu się. Pierwszy dzień minął więc bardzo przyjemnie.
Następnego dnia rano pojechaliśmy do downtown na zakupy i zaczęliśmy rozglądać się za własnym mieszkaniem. Rzeczywistość okazała się jednak mniej kolorowa niż przypuszczaliśmy. Miasto okazało się bardzo drogie i za mieszkanie będziemy musieli zapłacić bagatela — ponad 6000 zł/mc. Trochę nas to zdołowało i uśmiech chwilowo zniknął z naszych twarzy. Wieczorem humor nam się jednak poprawił, gdy Barry zszedł do nas i powiedział, że polubili nas i mogą nam zaufać na tyle, że możemy u nich zostać przez 2 tygodnie 🙂 Mało tego, możemy zostać pomimo tego, że w następnym tygodniu wyjeżdżają i będziemy mieć cały dom dla siebie. Dodatkowo Helen i Barry dali nam do dyspozycji vana, którym możemy wozić się do woli, gdyż oni go nie używają. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? 🙂 Jest to wiadomość o tyle istotna, że możemy bardziej skoncentrować się na poszukiwaniu pracy, oczywiście nie ustając w poszukiwaniu własnego lokum oraz samochodu.
Kolejny dzień poświęciliśmy więc w całości na poszukiwanie pracy. Poznajemy coraz lepiej miasto, nawiązujemy coraz to nowe kontakty i jest jakieś światełko w tunelu. Żeby nie było jednak tak kolorowo to powiem, że przed chwilą zaczął padać śnieg 🙂 Czyżby to powrót zimy? Tutaj wszystkiego można się spodziewać.
![]() |
| Wróć do: Toronto, Ontario |
| Czytaj dalej: Fort McMurray część 2 |






Powodzenia w szukaniu pracy! =]
OdpowiedzUsuń